sobota, 24 listopada 2012

Moc wytrwałej modlitwy





Zwycięstwo nad Amalekitami

"8 Amalekici przybyli, aby walczyć z Izraelitami w Refidim. 9 Mojżesz powiedział wtedy do Jozuego: "Wybierz sobie mężów i wyruszysz z nimi na walkę z Amalekitami. Ja jutro stanę na szczycie góry z laską Boga w ręku". 10 Jozue spełnił polecenie Mojżesza i wyruszył do walki z Amalekitami. Mojżesz, Aaron i Chur wyszli na szczyt góry. 11 Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. 12 Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca były ręce jego stale wzniesione wysoko. 13 I tak zdołał Jozue pokonać Amalekitów i ich lud ostrzem miecza. 14 Pan powiedział wtedy do Mojżesza: "Zapisz to na pamiątkę w księgę i wyryj to w pamięci Jozuego, że zgładzę zupełnie pamięć o Amalekicie pod niebem". 15 Potem Mojżesz zbudował ołtarz, który nazwał Pan-Nissi, 16 gdyż mówił: "Ponieważ podniósł rękę na tron Pana, dlatego trwa wojna Pana z Amalekitą z pokolenia w pokolenie".



Hasłem przewodnim jest WYTRWAŁA MODLITWA. W owym czytaniu mamy doczynienia z Mojżeszem bedącym jej symbolem właśnie wytrwałości w modlitwie. On wznosi ręce do Boga i modli się za Izraelitów, by Ci wygrali bitwę z Amalekitami. Dopóki jego ręce wzniesione są ku niebu- Izaraelici zwyciężają, kiedy zaś je opuszcza, zwyciężają Amalekici. Kiedy ręce Mojżesza słabną, Aaron i Chur podtrzymują je wzniesione ku górze i tak do zachodu słońca, a Izrael odniósł zwyciestwo pokonując Amelekitów.


 Ta piękna scena pokazuje nam jak wielką siłę ma wytrwała modlitwa. Mamy się nieustannie, wytrwale modlić, a kiedy nasze siły ulatują, mamy wspólnotę, która umacnia nas modlitwą i podtrzymuje nasze zmęczone ręce by nie opadły. Każdy doświadcza w swoim życiu takiego czasu zmęczenia duchowego, zniechęcenia, osłabienia w wierze. Wszyscy jednak tworzymy wspólnotę kiedy gromadzimy się przede wszystkim na Eucharystii i mocą wyznawanej wiary jesteśmy w stanie podnieść i ożywić osłabłą wiarę naszych braci i sióstr.


Trzeba byśmy wręcz zadręczali naszym prośbami Boga. Bóg nie jest niesprawiedliwym sędzią, wręcz przeciwnie- tak bardzo pragnie spełnić nasze prośby, odpowiedzieć na nasze modlitwy, które tak często do Niego wysyłamy."A Bóg czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego…” 
Bóg pragnie ofiarować nam o wiele więcej od tego, o co prosimy. Wytrwała modlitwa ma nas uczycnić otwartymi na przyjęcie darów Boga. 

Warto pamiętać, że mamy kogoś ważniejszego od Mojżesza- mamy samego Jezusa. On ma ciągle wyciągnięte ręce, nigdy niesłabnące, otaczające każdego człowieka indywidualnie. Krzyż ma nas zapewniać, że Jezus nieustannie się za nami wstawia. Skoro mamy takiego Orędownika przed Bogiem Ojcem, to nasze zwycięstwo jest pewne. Odpowiedź Boga przyjdzie, jednak w czasie przez Boga wyznaczonym, a nie przez nas samych.

W tym momecie przychodzą mi na myśl zasłyszane gdzieś słowa- " Bóg przychodzi z piętnastominutowym opóźnieniem"Bóg przychodzi do człowieka oczywiście na czas, w odpowiednim momencie, ale to człowiek mający do Niego zaufanie wyczekuje pomocy z ludzką niecierpliwością, czasami z lękiem, że może coś się nie uda. Sądzi, że jego prośby zostaną wysłuchane natychmiast. Tymczasem Bóg przychodzi do człowieka i działa swoją mocą wtedy, gdy coś jest po ludzku niemożliwe, niewykonalne. Jeżeli coś się staje, to tylko dzięki Niemu, naszemu Bogu. Zainterweniuje, kiedy dojdziemy do ściany. Zadziała tak jak chce i kiedy chce, ale zawsze ofiarując nam swoje dobro i chcąc naszego dobra.





czwartek, 30 sierpnia 2012

Przyjdźcie do Mnie wszyscy...






Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. (Mt 11:28-30)

Każdy człowiek na tym świecie cierpi, każdy w różnym stopniu spotyka na swojej drodze rzeczy, które tak często go przerastają, których chciałby uniknąć. Każdy także budzi się pewnego dnia węwnetrznie rozdarty, dotknięty jakimś bólem, cierpieniem, rozterką. Jesteśmy bohaterami jakiejś sytuacji, której chcielibyśmy uniknąć i która nas przerasta przez ból, trud, upokorzenie jakie nam przynosi. Tak często do naszych ciężarów dołączamy jeszcze coś... albowiem udrękę szamotania, obaw 'co będzie dalej?', 'jak ja sobie z tym wszystkim poradzę?'.

A Jezus wzywa nas dziś do tego, aby każdy człowiek, który jest utrudzony, doświadczony, obciążony, przyszedł do niego po ulgę, a On go pokrzepi. Nie obiecuje nam, że zdjemie z naszych ramion trudne i bolesne rzeczy, ale oferuje drogę, która zapewne będzie niosła ze sobą jeszcze więcej trudności.Obiecuje jednak to, że uwolni nasze serca od udręczenia, które sami sobie fundujemy; od myśli, że cierpienie, którego doznaje będzie trwać wiecznie; od szamotania się, które niczego nie zmienia, ale pogłębia nasze poczucie beznadzieji i wprowadza w stan większej udręki. Jezus uwalnia wszystkich od owego zbędnego lęku, od zbędnego niepokoju, który potęguje nasze utrudzenie, cierpienie.

On chce wlać w nasze serce pokój i siłę do pokonywania kolejnych przeszkód. to On „dodaje mocy zmęczonemu i pomnaża siły omdlałego”.
Łaska Boża i Jego moc poprowadzi przez najtrudniejsze nawet okoliczności w sposób, jaki On zaplanował. Tylko w Nim można odnaleźć i czerpać prawdziwy pokój, jakiego świat dać nie może. Tylko dzięki Niemu można na prawdę odzyskać siły, otrzymać skrzydła jak orzeł: biegnąć bez zmęczenia, bez znużenia iść tam, gdzie On chce nas mieć.

Na koniec polecam świetny film pt. "Spotkanie"
http://www.youtube.com/watch?v=AVuay89fmkM


czwartek, 1 marca 2012

Skazany



Jak często sądzimy, jak często oceniamy... Wtedy, gdy ktoś nam zajedzie drogę - co za partacz. Wtedy, gdy ktoś nie zrobił czegoś, jak należy- jest beznadziejny. Wtedy, gdy ktoś ma inne poglądy, spojrzenie na świat niż my- jest zupełnie bezsensowny. To są tylko niektóre z naszych codziennych sądów. Jedno słowo, jedno spojrzenie, jeden gest, jeden wyrok.. Te czynności trwają kilkanaście sekund. A przecież Jezus powtarzał tak często "NIE SĄDŹCIE!". Tylko Bóg jest sędzią! Sprawiedliwym! Tylko On przenika i zna człowieka.

Człowiek jednak tak często rzuca w niepamięć słowa samego Boga i staje się pyszny, chcąc sądzić tak jak On, a nawet sądzić Jego samego. Staje się tak jak Piłat- zaślepiony. Tak jak on sądzi Syna Bożego. A był w porównaniu do Jezusa tylko kroplą w oceanie, tylko ziarnkiem piasku na pustyni.

Piłat może i chciał początkowo uwolnić Jezusa, ale po czasie jego głos, myśli, słowa, czyny zlały się w jedno z krzyczącym tłumem, który domagał się wyroku. Jak często obserwujemy takie sytuacje w naszej rzeczywistości uznajemy się za chrześcijan, ale kiedy mamy do czynienia w pracy, na uczelni, w firmie z tłumem krzyczącym o aborcji, eutanazji, in-vitro, antykoncepcji...  milczymy i dyskretnie umywamy ręce...

Uczniów Jezusa poznaje się po czystych dłoniach. Oni tak jak Jezus nie wydają wyroku, ale go przyjmują.




"On jest po to narodzony, aby dać świadectwo Prawdzie.
 I jej siłą jest broniony, lecz tyś stracił wzrok, Piłacie."

czwartek, 9 lutego 2012

Każde westchnienie do NIEBA ma sens.

Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.




Wiem, że poraz n-ty wspominam o moim tacie.. w sumie od początku bloga. Długo nie pisałam, gdyż dzieję się cały czas to samo jeżeli chodzi o jego nałóg. Nie mam czasami siły ubierać tego w słowa, więc pozostaje milczenie.. i modlitwa. Cóż mogę kiedy przyjeżdżam na ferie do domu i jedyny kontakt to rozmowa, czasami monolog, ze zniewolonym człowiekiem, upodlonym, upadłym, który powraca pijany do domy w okolicach północy i nie ma siły położyć się do łóżka. Wtedy część wie, czasami się miesza w słowach...przeprasza, mówi, że kocha, że jest dumny, że jestem kochaną córeczką... Na trzeźwo też nie jest łatwo, bo kontaktu z nim nie mam, chociaż staram się przemówić mu do rozumu, ale wtedy zbywa mnie tekstem, żebym się nie mądrzyła, albo po prostu wychodzi. Różne taktyki obierałam: krzyczałam, milczałam, mówiłam spokojnie, tłumaczyłam, olewałam, ale zawsze szukałam dobra w człowieku, który poddał się złu. Mimo wielu zwątpień modlę się o jego uzdrowienie, nawrócenie, chociaż czasami nie wierzę w to, o co proszę.. on zawsze taki był i trudno by się zmienił. Poczynił już jakiś krok, jak to sam dziś zauważył podczas pijackiego dialogu, że chodzi do Kościoła na niedzielną Mszę Świętą. Nie był w tym miejscu od ok. 13lat, a u spowiedzi prawie 19.

Nie wiem jak mam się uporać z tym, więc pozostaję przy modlitwię. Proszę was(jeżeli ktoś w ogóle to czyta) o modlitwę za mojego tatę oraz mamę o siły dla niej, aby dalej pokładała nadzieję i czerpała siły ze źródła jakim jest Bóg. Jak to było w pewnej pieśni: "Każde westchnienie do nieba ma sens".

Dziękuję.
Dobranoc.

niedziela, 11 grudnia 2011

A Ty zaskakujesz mnie wciąż...

Wciąż dziwię się miłości, którą Ty ogarniasz mnie
Budzę się, by przy Tobie być.
Dźwigasz mnie z moich trosk, na skale stawiasz stopy me
Tobie powierzam każdy dzień.
W Tobie żyję, poruszam się i jestem Twój,
Ty jesteś całym życiem mym!

Gdy widzę Twą chwałę zachwycam się Tobą,
a Ty zaskakujesz mnie wciąż.
Zdobyłeś me serce, uwiodłeś miłością,
a ja bliżej Ciebie chcę być...



Proszę o modlitwę za mojego tatę.

niedziela, 3 kwietnia 2011

Gdybym jak gołąb miał skrzydła..



W sumie już po raz kolejny poruszam temat pustki, poczucia osamotnienia, beznadziei, ale myślę, że to ten czas w dużej mierze nie jest tylko dla mnie aktualnym.


Może właśnie teraz masz problem z nawiązaniem kontaktu z Bogiem, może nie potrafisz skupić się w Kościele, modlitwa sprawia trudności. Kiedy klękasz nie wiesz co powiedzieć albo w głowie gromadzi się wiele myśli, niekoniecznie związanych z samym odbiorcą. I wtedy pojawiają się pytania: Po co właściwie jest taki stan? Po co mam ciągle próbować, kiedy moje starania tak często stają się ruinami?

Może wydaje Ci się, że tylko Ty jesteś w takiej sytuacji bezsilności, pustki czy pewnego rodzaju zastoju, stagnacji. Otóż czas Wielkiego Postu wydaje się  być czasem zwątpienia, tak często przytaczanej "pustyni" nie tylko dla Ciebie. Z tym zjawiskiem spotyka się wiele ludzi, którzy starają się być blisko Boga. W takim trudno jest udźwignąć krzyż, który staje się coraz większy, a droga sprawia wrażenie coraz dłuższej, męczącej- chociaż znajdujemy się już na półmetku.

Czujesz, że z każdej strony ktoś Cię atakuje, nie masz wytchnienia od strapień..W takich chwilach chce się uciec od samego Boga.
Myślę, że pod ten temat można podciągnąć PSALM 55, który niedawno czytałam i słuchałam w wersji zespołu Prophetes.

"Kiedy niknie świat, wtedy jestem sam, zatapiam się,by w troskach tego dnia odnaleźć sens.
W tym natłoku spraw, w ludziach którzy dobijają mnie. 
Zagubiony jestem wiec szukam Cię.
Panie przecież Ty, znasz mnie i przenikasz ciszy tej. Nie trzeba wielu słów by słuchać Cię.
Twoja wiedza jest zbyt wzniosła dla mnie i pojąc nie potrafię. Uciekać chcę od Ciebie.. Tylko gdzie?
 
I mowie: gdybym jak gołąb miał skrzydła uleciałbym i spoczął.
uciekłbym daleko zamieszkał na pustyni."


Czym prędzej poszukałbym sobie schronienia
przed nawałnicą i burzą...

piątek, 1 kwietnia 2011

...



Boże mój, Boże mój                
Boże mój szukam Ciebie    
 
Moje ciało tęskni za Tobą             
Jak ziemia zeschła łaknąca wody               
I wpatruję się w Ciebie w świątyni           
I szukam Cię                                       


Boże mój, Boże mój  ...

    

czwartek, 31 marca 2011

Stacja XIII





Podczas gdy Jezus nauczał wyjaśniał ludziom do niego przychodzącym wiele kwestii, odpowiadał na różnorakie pytania. Na jedno nurtujące ludzkość pytanie nie udzielił odpowiedzi. Było to pytanie: dlaczego krzyż, dlaczego cierpienie?
Ksiądz Jan Twardowski zostawił po sobie pewien krótki wiersz:

Dlaczego krzyż?
Uśmiech.
Rana głęboka
Widzisz,
to takie proste
kiedy się kocha.
  

Istoty krzyża nie pojmie człowiek zapatrzony w samego siebie- egoista. Nie pojmie tego człowiek nie zauważający spraw innych ludzi, ale jedynie swoje własne interesy. Krzyż będzie traktował z dystansem, odrzuci go, a nawet przeklnie. Stanie z obojętnością przed krzyżem i nie zrozumie jego sensu. Słowa Jezusa mówiące o słodkim jarzmie i lekkim brzemieniu nazwie nielogicznymi. 
Być może dlatego nam tak ciężko, beznadziejnie w życiu, bo nieustannie walczymy o to, by było nam lekko, miło i przyjemnie. Bo można być przy Jezusie, kiedy potrzebuje się zdrowia i siły. Można być przy Nim by zyskać podziw innych. Można też szukać u Niego sensu życia, ładu, harmonii. Ale w tych wszystkich wypadkach jest się raczej ze sobą samym niż z Jezusem. Tak na prawdę być przy Jezusie, to być jak Maryja podczas jego męki, upadków, konania. Ona w tym momencie przytula go, całuje Jego rany, pomimo tego, że On już nie czyni cudów, nie uzdrawia, nie naucza.. Ona po prostu z  Nim jest. Bo tu nie wystarczą żadne słowa, nie pocieszą żadne marzenia, wspomnienia. 
 Stacja XIII może być Ci teraz bliska..Został już tylko ból i słowa: koniec, beznadziejność, śmierć .Bo tu nie wystarczą żadne słowa, nie pocieszą żadne marzenia, wspomnienia. Zdjęte z krzyża Ciało przedstawia nam ludziom niemoc wobec śmierci. To koniec.. co może być potem? Umęczone ciało, cierpienie matki, cisza.. bo cóż powiedzieć w takim momencie? Zaciska się gardło i nie można wypowiedzieć żadnego słowa. Pozostają pytania: I po co ten krzyż?!
Jezus na tę stację pozostawił nam słowa: Nie bój się. Wierz tylko. Kto wytrwa do końca ten będzie zbawiony.  Ufność chyba i jakiegoś rodzaju nadzieja.. niech nam towarzyszy, kiedy nie widzimy sensu  w swojej wędrówce. Kiedy po raz kolejny rozpoczynamy naszą codzienną drogę krzyżową.. Kiedy kolejnymi stacjami jest: wizyta u lekarza, kłótnia z przyjacielem, śmierć kogoś bliskiego.. Stacja setna, tysięczna..

Ks. Jan Twardowski napisał jeszcze kiedyś, że krzyż to takie szczęście, że wszystko inaczej...

 





niedziela, 13 marca 2011

Odnów mnie



Nie wiem co powiedzieć, więc zostawiam słowa pewnej piosenki oddające stan mojego ducha.


  

Uczyń mnie gałązką w krzewie winnym
Duchem, płonącą, jak ognisty krzak.
Niechaj liście me nie zwiędną nigdy.
Oczyść mnie i pozwól w Sobie trwać.

Odnów mnie, by przynosić dobry owoc.
Wyzwól mnie i nowe życie daj.
Zasadź mnie, nad płynącą Żywą Wodą.
Uświęć mnie i naucz w Sobie trwać.

Ty, którego miłuje dusza moja.
Wskaż mi, gdzie pasiesz stada Swe.
Ku źródłom Wody Żywej mnie poprowadź.
Bym nie błąkał się szukając Cię.



 

piątek, 11 marca 2011

To wołanie.


Ty opiekowałeś się mną jeszcze przed powstaniem świata, zanim stała się światłość i dzień, będące wrogiem ciemności.
To Ty stworzyłeś mnie w łonie mej matki.
Ty chciałeś abym znalazła się w tym miejscu i czasie, dając mi tym samym jakąś misję do wypełnienia.
A kiedy przyszłam na ten świat dałeś mi dobrą rodzinę, może nie najlepszą.. ale to mało istotne, bo żyję!
Teraz przenikasz mnie, znasz mnie doskonale.. Żaden ziemski przyjaciel nie zna mnie tak, jak Ty mnie znasz. Wiesz kiedy wstaję i kiedy siadam, Nim wypowiem słowo, Ty znasz całe zdanie .
Znasz także moje działanie, zanim się jego podejmę, zanim o nim pomyślę.

Są jednak chwilę kiedy czuję się opuszczona, kiedy nie czuję Twojej obecności.
Pojawia się pustka, niemoc.
W takich chwilach pojawia się w mej głowie i sercu Twoje wołanie: " Wróć!".
To ja tak często odchodzę, Ty po prostu milczysz.. ale jesteś przy mnie.
Dajesz mi otwarte pole do działania, do tego abym się postarała.
Przychodzisz z kilkuminutowym spóźnieniem, aby dać mi się wykazać.
 Tak często mnie zadziwiasz, że nie potrafię pojąć Twojej osoby.

Teraz proszę Cię. Niech to wołanie zwróci mi Twoją Twarz!
Nie zwlekaj do rana, zrób to proszę teraz.
 "Nasyć mnie ,uspokój gniew,ciszy Twej  słodycz niech ukoi lęk chociaż mało wiem Ty przecież wiesz...".

Nie potrafię odnaleźć słów na to, aby opisać to, jaka czasami jestem zamknięta na Ciebie. Jestem z Tobą razem, a jednak osobno. W takiej chwili trudno Ci się do mnie dobić. 

Teraz Ty czujesz się opuszczony, samotny, poniżony, wyszydzony, a przede wszystkim odtrącony.
Jak często zapominam/y o tym, że nie wpuszczając Ciebie do naszego życia.. po prostu Cię ranimy. Każde odtrącenie to kolejna rana na Twoim Ciele, kolejny bicz,upadek, ból,smutek.
Moje cierpienie tak na prawdę jest niczym w porównaniu do Twojego.
Ale każdy twój upadek, to tylko zachwianie, utrata równowagi, zmęczenie mięśni.
To, że powstałeś, to czysta miłość!  
Szczególnie trzeci upadek mógł być pokusą do tego, aby już sobie odpuścić te wędrowanie z krzyżem na plecach,aby się poddać..
Mogłeś sobie pomyśleć: Niech tu już Mnie zabiją, niech się dzieje, co chce. Nie dam już rady.
Tak samo jest z naszym grzechem. Kiedy po raz kolejny upadamy w różne typy grzechu.. w alkoholizm, zazdrość, pornografię.Wtedy pojawia się myśl: Już nie dam rady. Już nie powstanę. 
Wtedy także cisną się na usta słowa św. Piotra: Mistrzu, całą noc łowiliśmy i niceśmy nie ułowili.
Nie poddawajmy się i powiedzmy:Lecz na Twoje słowo zarzucę sieć.
Jeszcze raz


"Ale ty się nie poddawaj, razem pokonamy piekło!".  

 

czwartek, 3 marca 2011

Spokój duszy

Jedynie w Bogu- WMU


Jedynie w Bogu spokój moja dusza znajdzie spokój.


Jak





"Jak cię zrozumieć, kiedy nie pojmuję
kim jesteś.

Jak cię usłyszeć, jeśli nic nie mówisz,
Jak cię mam poznać, skoro nawet nie wiem
czy jesteś.

Jak cię odnaleźć, gdy nie wiem gdzie szukać,
Jak ruszyć w drogę, kiedy nie znam drogi
do mnie samego.. "


 

poniedziałek, 21 lutego 2011

Zauważ mnie



Jak często jesteśmy w takiej sytuacji, kiedy to gdy słuchamy jakiejś audycji, czy po prostu słów drugiego człowieka albo czytamy artykuł w gazecie, dochodzimy do wniosku, że tak na prawdę nie wiemy o czym on mówi. Zdarza się, że myślimy o rzeczach mających się wydarzyć za parę chwil, podczas wykonywania jakiejś czynności.. przez co nie skupiamy się na niej.

To samo może nas spotkać kiedy mamy nawiązać relację z Bogiem. Sama przyznaję, że wielokrotnie zdarzało mi się myśleć zupełnie o czymś innym, podczas gdy znajdowałam się w Bożym Domu. On mnie zaprasza, próbuje się do mnie dobić, a ja myślę zupełnie o innych sprawach, można rzec: Mówi jak do ściany. I choć czytam Jego słowa, choć odbieram je, to ziarno zostaje bezowocne.

Mimo takiej postawy Bóg cierpliwie czeka na każdego zabieganego, wciąż odrzucającego Go na drugi plan człowieka. Czeka, aż stanie i wreszcie otworzy na Niego swoje uczy, da zasadzić Słowo. Z pewnością cieszy się wielce jeżeli owe Słowo, zostanie pożytecznie wykorzystane i przyniesie dorodne owoce.


Boże, spraw aby nasze oczy były w Ciebie wpatrzone, a Słowo które do nas kierujesz wpadło na żyzną glebę naszych serc.


niedziela, 6 lutego 2011

Ty patrzysz w duszę mą.

http://w207.wrzuta.pl/audio/9dNb4t27vbz/kiedy_cichnie_gwar

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Trudne decyzje




Tak często sam Jezus zadziwia nas swoimi decyzjami. Na poczatku czyni nam dobro, a potem nie pozwala nam z Nim zostać, jak to zostało ukazane w dzisiejszej Ewangelii. Jezus po uzdrowieniu, po wypędzeniu duchów nieczystych z opętanego człowieka odsyła go do domu, nie pozwalając mu pójść z Nim.

Jezus daje jemu i wszystkim chrześcijanom misję do wypełnienia: iść i głosić istnienie Boga i Jego miłośc do każdego człowieka. Wzywa do jedności z Bogiem i do wypełniania zadań powierzonych nam przez Niego. Niekiedy jesteśmy postawieni przed dokonaniem trudnego wyboru, nie wiemy jak postąpić. Wtedy powinniśmy przypomnieć sobie o zwycięstwie Chrystusa. Taki towarzysz to najlepsze co może się człowiekowi przydarzyć. Jest zawsze i wszedzie.. reszta zależy od nas samych.

Ewangelia ta ukazuje nam również moc Boga i Jego łaskawość. Ma On moc uzdrawiania człowieka. Ważna jest w tym momencie zgoda samego człowieka, jego chęć przemiany.

Bądźmy jak owy cudownie uzdrowiony mężczyzna. Głośmy istnienie Boga nie tylko słowami, ale przelejmy to na czyny.


"Jakże jest wielka dobroć Twoja, Panie,
którą zachowałeś dla bogobojnych.
Okazujesz ją tym, którzy uciekają się do Ciebie
na oczach ludzi." Ps 31


środa, 6 października 2010

Czy musisz?


Czy zawsze musisz

rozwiązywać gordyjski węzeł

sensów 

budować most

nad Rubikonem

brzegów odległych

i życie prowadzić

na włosku niepewności


Czy zawsze musisz

mieć oczy wbite w mapę

dróg w kierunku

i drżeć jak świerszcz

późną jesienią


A może usłyszysz odpowiedź

gdy wiatr nadejdzie z południa

albo kwiat zakwitnie

w twoim pokoju

na przekór prognozom

że nigdy mu się to

nie zdarza


Gdy wróbel zaglądnie

w szybę

 jakby chciał się u ciebie

zadomowić


Może wtedy zrozumiesz

sens

i pełnie

a mądrość połozy ci 

pieczęć

na Twoim ramieniu. 

piątek, 2 kwietnia 2010

Dotyk Boga


"Nastaje pora wiatru, na zenicie Tyś rozpięty.
Ale oczy Twoje mówią, że mnie kochasz, że jesteś święty.Patrzysz w niebo, potem na mnie, mówisz:"Oto Matka Twoja". 
Maria Ciebie dając światu pokazała Miłość Boga.
Spójrz Panie, odrzucam mój grzech..!
Pomóż mi odnaleźć Cię.
W Twoich ranach chcę odnaleźc życia sens i już zawsze Twoją miłość innym nieść.

Pomóż, gdy lęk zagląda w oczy me, pomóż mi odnaleźć Cię."

Przychodzi pewien człowiek do domu. Pijany, z resztą już od dłuższego czasu wraca w takim stanie do domu. Stało to się rutyna dla pozostałych domowników. Podchodzi do swojej córki i pyta: "Kiedy w naszym kościele jest spowiedź? Chciałbym pójść". Córka mu odpowiada: "Nie masz wstydu? Po raz kolejny mówię Tobie żebyś przyszedł do mnie, gdy będziesz trzeźwy. 
Wtedy na pewno nie odmówię Ci pomocy". Po tych słowach oczy mężczyzny napełniają się znanymi już "łzami pijaka". Dziewczynie przychodzą tylko jedne słowa na myśl: " Chcę Ci pomóc, ale nie odrzucaj mnie tak jak wtedy, gdy składałam Ci życzenia na Wigilię, abyś wreszcie zauważył swoje błędy, poszedł do spowiedzi i wziął się za leczenie. Pomogę, ale okaż swoją chęć po trzeźwemu, a nie unoś się gniewem rzucając opłatkiem". 
Mężczyzna wychodzi do drugiego pokoju i nastawia w magnetofonie swoją ulubioną muzykę. Jego żona zwraca mu uwagę na powagę Wielkiego Piątku i zabiera mu radio, gdyż on nie chce go ściszyć. On zaś stwierdza, że jego córka i żona urządzają w domu kościoł,bo z głośników komputera dobiegają jedynie dźwięki muzyki sakralnej. Wychodzi z domu. Nie ma go w domu nawet wtedy, gdy matka z córką wraca z kościoła po wieczornej Liturgii. Tam właśnie ofiarowują swoje cierpienie Ukrzyżowanemu. Razem z Nim postanawiają nieść swój krzyż i czerpać z Jego męki siły do dalszej walki. Przychodzą do domu odmienione.. doświadczone niesamowicie Bogiem czuły się  jak gdyby były przytulone do Jego ran, ale czy będą potrafiły stawić czoła smutkom i zawiedzeniu w swoim życiu? Jak na chwilę obecną myślę, że dadzą radę. Nie będą skracać swojego krzyża, przyjmą Go takiego jakim jest. W końcu to nie człowiek powinien wymierzać sobie wielkość krzyża, tylko Ten, który zna nas i nasze możliwości, siły najbardziej. Wie ile jesteśmy w stanie podnieść, ile razy uda nam się wstać.. Ale te dwie kobiety proszą o modlitwę za nie, ale także za ich męża i ojca, aby potrafił wziąć też i swój krzyż i odrzucić grzech, alkoholizm..

Tego chcesz Ty, tego chcę także ja..
Jezu, ufam Tobie!

wtorek, 30 marca 2010

Miłość


"Jestem i oczekuje
że nauczysz mnie
na ziemi miłości

bo zanim 
układałam czterolistną
koniczynę w książkach
od Ciebie nasłuchiwałam
jej głosów

podrosłam chyba
i nie boję się nawet 
rany na palcu
kaszlu chomika
i śniegu w zaspy
złożonego

zrozumiałam też
że ona cieszy
i boli

Ale mówią
że Ty podobno
przychodzisz dopiero
gdy przy mnie
nie ma już nikogo."


piątek, 16 października 2009


Czas oddalenia.. lecz On mimo wszystko próbuje się dobić do mojego serca .Zamknięta w sobie czekam na Jego dotyk.

Tak właściwie to znów nadchodzi ten okres..Wiem i jestem tego świadoma, że chrześcijanin to ten, kto szuka.. popełnia błędy, ale próbuje odnaleść prostą drogę..Nigdzie nie jest powiedziane, że codzienne chodzenie do Kościoła, uczestniczenie we wszystkich nabożeństwach.. należenie do grup przy parafiach, jest dostatecznym dowodem na bycie osobą w wielkim stopniu pewną swojej wiary.Tak na prawdę może to być jakiegoś rodzaju przyzwyczajenie.. powinność.

Tak wielu ludzi ocenia chociażby mnie.. "Bycie przy Kościele" przypisuje mi pewną wizytówkę.. wizytówkę "świętej", może nawet zakonnicy..

Tak na prawde słowa dochodzące z otoczenia, nie mają żadnego pewnego podłoża..Nikt nie wie, co dzieje się w człowieku na prawdę.. szukający PRAWDY ma bardzo trudne zadanie. Im bliżej jest Boga, tym często też daleko.

Życie codzienne stawia na naszej drodze wiele sposobności do smutku, przygnębienia.. Chociażby jesienna pogoda, jeżeli chodzi o mniejsze sprawy..A teraz już wiele razy wspominany przeze mnie problem. Ojciec pijący, który stracił pracę.. który wyzywa, trzaska drzwiami,przepija pieniądze, a do domu nic nie daje.. prócz swojego zachlanego oblicza, mówiąc ogólnikowo. Nie raz mam takie chwile,  kiedy to jeszcze bardziej mnie przygniata.. choć na codzień staram się jakos może nie obojętnie, ale przyzwyczajeniowo  do tego podchodzić. 

I idę do kościoła.. chcę znaleść pomoc, chcę poczuć ulgę..ale wciąż jestem taka nieobecna, brak szczerej modlitwy.. Znów pojawiający się trud, znów lęk przed spotkaniem z Jezusem w sakramencie pojednania, mimo świadomości, że TYLKO ON może mnie wywlec ze stanu bezsilności, niekiedy pojawiającego się stanu złości.. wyładowywania swoich nerwów na innych.. chęci sprawienia komuś przykrości..bo takie sytuacje mają miejsce także i w moim wypadku..Znów te wątpliwości.. nie wiem co się ze mną dzieje..Tak bardzo tęsknie za NIM, ale brak nawet siły by przyść do Niego..

Przecież mam w życiu tyle szczęścia.. mam osobę, która mimo,że jest daleko.. jest ze mną myślami i sercem, z którym chce właśnie na Bogu budować  piękną więź. Mam przecież wspaniałą mamę, babcię.. i rodzinę, osoby bliskie. Przecież w nich mogę widzieć samego Boga i jego działanie..jednak, chyba takie stany kiedy czuję się samotna w tłumie ludzi, mają mnie jakoś bardziej przybliżyć do Boga i pomóc podnieść jeszcze raz ten krzyż, który przecież niesie ze mną Jezus..i dobrze,że mam osobę, która tak jak ja przeżywa te sprawy, która wciąż szuka siebie.. i Boga. Może właśnie w sposób takiego doświadczenia, jestem potrzebna właśnie jej. Ona ma brata, ja mam ojca..

Przydałby się jakiś impuls. Może więcej chwil dla Boga, może więcej chwil dla siebie, może więcej siebie dla innych..

"Mędrcem jest ten, kto sam umiera, aby pozwolić Bogu żyć w sobie."

Moje ciało tęskni za Tobą, jak ziemia zeschła łaknąca wody. I wpatruję się w Ciebie w świątyni.. szukam Cię.

CHYBA CIĘ WIDZĘ..